← Powrót do bloga

Auto z Europy: Kompletny przewodnik importu dla dealerów

auto z europy import samochodów crm dla komisu zarządzanie sprzedażą aut aukcje samochodowe
Auto z Europy: Kompletny przewodnik importu dla dealerów

Rano handlowiec wysyła ofertę klientowi, po południu okazuje się, że auto jest już dogadane z innym kupującym, a wieczorem księgowość dalej czeka na komplet dokumentów do rozliczenia transportu. Nie ma tu jednego dużego błędu. Jest seria małych braków w informacji, które razem zjadają marżę.

W nowym komisie ten problem pojawia się szybciej, niż właściciel zakłada. Na początku wszystko da się utrzymać w głowie, w Excelu i na WhatsAppie. Przy kilku autach to jeszcze działa. Przy większej liczbie tematów zaczyna się gubienie statusów, odpowiedzialności i kosztów. Wtedy firma nie zarządza procesem importu. Firma reaguje na to, co akurat wybuchło.

A w imporcie aut z Europy taka reakcja kosztuje konkretnie. Samochód stoi za długo w transporcie, bo nikt nie dopilnował dokumentu. Klient odpada, bo nie dostał odpowiedzi na czas. Zakup wygląda dobrze na aukcji, ale po doliczeniu przewozu, akcyzy, przygotowania i finansowania okazuje się przeciętnym towarem z mizerną marżą.

To jest problem operacyjny, nie sprzedażowy.

Właściciele komisów często pytają, jak kupować lepiej. Lepsze pytanie brzmi: jak zbudować proces, w którym każde auto przechodzi te same etapy, ma przypisanego opiekuna, komplet kosztów i jasny status od wyszukania do sprzedaży. Dopiero wtedy da się ocenić, które źródła zakupu są opłacalne, gdzie uciekają pieniądze i który pracownik naprawdę dowozi wynik.

Hasło auto z europy nie oznacza już tylko znajomości aukcji, dostawców i stawek transportu. O rentowności decyduje porządek w przepływie pracy. CRM w takim modelu nie jest dodatkiem do handlu. Jest centrum operacyjnym, w którym zespół widzi, co zostało sprawdzone, co czeka na decyzję, czego brakuje w dokumentach i które auto zaczyna blokować gotówkę. Bez tego skalowanie komisu kończy się dokładaniem kolejnych aut do tego samego bałaganu.

Spis treści

Wprowadzenie: Chaos w imporcie aut, który znasz zbyt dobrze

Poniedziałek, 8:12. Handlowiec oddzwania do klienta w sprawie BMW, którego oferta nadal wisi na portalu. W tym samym czasie ktoś z zespołu pisze na WhatsAppie, że auto jeszcze stoi w transporcie, księgowość czeka na dokument zakupu, a właściciel komisu pyta, czy na tym egzemplarzu w ogóle będzie marża. To nie jest problem ludzi. To problem procesu, którego nikt nie spiął w całość.

Na starcie nowego komisu taki bałagan łatwo pomylić z tempem działania. Kilka aut da się obsłużyć telefonem, Excelem i pamięcią zespołu. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy liczba spraw rośnie szybciej niż kontrola nad nimi. Jedno auto jest po akceptacji zakupu, drugie czeka na transport, trzecie ma brakujący dokument, czwarte jest już gotowe do sprzedaży, ale nikt nie zaktualizował statusu. Właśnie wtedy zaczynają się straty, których nie widać od razu w raportach.

Najdroższe błędy rzadko wyglądają groźnie w chwili, gdy powstają. Ktoś nie dopisał kosztu lawety. Ktoś inny nie przypiął zdjęcia faktury. Handlowiec nie widzi, że auto ma blokadę, więc zaczyna rozmowę z klientem. Potem dochodzi opóźniona rejestracja, źle policzona marża, podwójna praca przy dokumentach i oferta, która wisi za wcześnie albo za późno.

W dobrze poukładanym komisie każdy samochód ma jeden status, jednego właściciela na danym etapie i komplet informacji w jednym miejscu. Bez tego firma nie zarządza importem. Gasi pożary.

Dlatego CRM w imporcie aut nie jest dodatkiem do sprzedaży. To operacyjne centrum pracy. Ma trzymać źródło auta, wynik weryfikacji, koszty, terminy, dokumenty, odpowiedzialną osobę i historię kontaktu z klientem. Jeśli te dane są rozrzucone między arkuszem, skrzynką mailową i prywatnymi wiadomościami, to zespół działa szybciej tylko pozornie.

W praktyce najlepiej sprawdza się prosty układ: jeden rekord pojazdu od pierwszej oferty do sprzedaży, jasno ustawione etapy, obowiązkowe pola przed przekazaniem sprawy dalej i kontrola terminów. Do tego dochodzi stała weryfikacja danych w publicznych bazach. Pomaga w tym choćby sprawdzenie historii pojazdu w CEPiK przed decyzją operacyjną, bo część problemów da się wychwycić wcześniej, zanim auto zacznie generować koszt i zamieszanie.

Rentowny import nie opiera się na tym, że zespół „ogarnia”. Opiera się na tym, że proces jest powtarzalny, mierzalny i odporny na chaos. Wtedy auto z europy przestaje być serią improwizowanych decyzji, a staje się produktem obsługiwanym według jednego standardu.

Etap 1: Wyszukiwanie i weryfikacja auta od aukcji po VIN

Gdzie naprawdę zaczyna się zakup

Zakup nie zaczyna się przy licytacji ani przy telefonie do sprzedającego. Zaczyna się przy zdefiniowaniu, czego szukasz i czego nie kupujesz. Nowe komisy często robią odwrotnie. Najpierw wpada okazja, potem dopiero trwa dopasowywanie tej okazji do rynku, klienta i marży.

W praktyce źródła są różne: aukcje, portale ogłoszeniowe, giełdy B2B, sieć kontaktów, oferty od pośredników. Samo źródło nie daje jeszcze przewagi. Przewagę daje tempo odsiewu. Musisz szybko odrzucać auta z niejasną historią, ryzykownym statusem prawnym, nieopłacalnym wyposażeniem albo zbyt wysokim potencjalnym kosztem przygotowania.

Rząd zaparkowanych samochodów osobowych różnych marek na placu przed budynkiem firmy motoryzacyjnej w słoneczny dzień.

Warto pamiętać, jak wygląda tło tego rynku. Od wejścia Polski do UE 1 maja 2004 r. do kraju trafiło 17 791 821 samochodów, a ich średni wiek wynosi obecnie 12,13 roku, co opisuje Auto Świat w materiale o wieku aut z importu. Dla importera to nie jest ciekawostka. To sygnał, że znaczna część aut wymaga twardej weryfikacji historii, stanu i pochodzenia jeszcze przed decyzją zakupową.

VIN jako pierwszy filtr ryzyka

Numer VIN nie jest dodatkiem do procesu. To pierwszy filtr, który oddziela „potencjalnie dobry zakup” od „problemu, który dopiero wyjdzie”. Jeśli ktoś w komisie mówi, że historię sprawdzi później, to zwykle znaczy, że później będzie już po zakupie albo po wpłacie zaliczki.

Sprawdzenie VIN warto potraktować jak obowiązkową bramkę decyzyjną. Interesuje Cię nie tylko szkoda czy przebieg. Interesuje Cię spójność danych. Czy opis zgadza się z wyposażeniem. Czy są ślady wcześniejszej sprzedaży. Czy auto było oferowane wielokrotnie. Czy status własności i dokumentów nie budzi zastrzeżeń. Dobrym uzupełnieniem jest też weryfikacja danych w publicznych rejestrach i bazach, o czym szerzej pisze materiał o sprawdzaniu historii pojazdu i danych CEPiK.

Najprostsza checklista przed wejściem w rozmowę o zakupie wygląda tak:

  • Źródło oferty sprawdź, czy sprzedający i kanał sprzedaży są dla Ciebie wiarygodne operacyjnie.
  • VIN i historia porównaj dane z ogłoszenia z raportami i śladami wcześniejszych publikacji.
  • Zdjęcia i opis szukaj niespójności, braków, retuszu i symptomów ukrywania uszkodzeń.
  • Komplet podstawowych dokumentów upewnij się, że da się przeprowadzić auto dalej bez blokady formalnej.
  • Założenie marży policz orientacyjnie, czy to w ogóle jest samochód dla Twojego modelu sprzedaży.

Lepsze od znalezienia okazji jest szybkie odrzucenie złej okazji. To właśnie chroni gotówkę.

Manualny monitoring rynku działa tylko przy bardzo małej skali. Później zaczynasz przegrywać z własnym bałaganem. Jedno auto znika z rynku, drugie wraca po czasie, trzecie ma ten sam VIN w innym ogłoszeniu. Jeśli nie porządkujesz wyszukiwania i nie dokumentujesz decyzji, zespół codziennie wykonuje tę samą pracę od nowa.

Etap 2: Logistyka, dokumenty i negocjacje bez tajemnic

Telefon od sprzedającego, szybka zgoda na cenę, przewoźnik „ogarnięty”, dokumenty „doślą później”. W małym komisie taki układ jeszcze czasem przechodzi. Przy większej skali zaczyna zjadać marżę i czas ludzi. Problemem nie jest sam zakup auta. Problemem jest brak jednego, powtarzalnego procesu od akceptacji oferty do wjazdu samochodu na plac.

Infografika przedstawiająca trzy etapy zakupu auta z Europy: negocjacje cenowe, przygotowanie dokumentacji oraz organizację transportu pojazdu.

Negocjacja zaczyna się od kosztu operacyjnego, nie od samej ceny auta

Właściciele nowych komisów często patrzą na jedną liczbę: cenę zakupu. To za mało, żeby podjąć dobrą decyzję handlową. Negocjować trzeba na podstawie pełnego kosztu doprowadzenia auta do sprzedaży, bo dopiero wtedy wiadomo, ile miejsca zostaje na marżę i ile ryzyka bierzesz na siebie.

Przy aucie z Europy liczy się koszt zakupu, transport, komplet dokumentów, przygotowanie techniczne, tłumaczenia, badanie i czas zespołu. Przy imporcie spoza UE dochodzą jeszcze obciążenia celno-podatkowe i wymagania formalne, co opisano w materiale o opłatach i formalnościach przy imporcie pojazdów. Jeśli handlowiec ustala cenę bez tej kalkulacji, firma kupuje nie auto, tylko pakiet niewiadomych.

W praktyce przed złożeniem oferty trzeba znać trzy rzeczy:

  • Maksymalną cenę zakupu, przy której auto dalej broni planowaną marżę.
  • Koszty po drodze, które pojawią się zanim samochód trafi do ogłoszenia.
  • Zakres ryzyka, czyli co się stanie z wynikiem transakcji, jeśli stan auta albo komplet dokumentów okaże się gorszy niż w opisie.

To jest punkt, w którym manualny chaos zaczyna boleć finansowo. Jeśli ustalenia siedzą w WhatsAppie, wycenę masz w Excelu, a dokumenty w mailach trzech osób, nikt nie widzi pełnego obrazu. Wtedy jedna osoba negocjuje cenę, druga zamawia transport, trzecia orientuje się po czasie, że auto nie ma papierów potrzebnych do dalszej obsługi.

Dokumenty muszą być przypisane do etapu i właściciela zadania

Najwięcej opóźnień bierze się z prostych zaniedbań. Brak podpisu. Zła data na umowie. Nieczytelny skan. Brak potwierdzenia, kto odebrał oryginał. Samochód fizycznie jedzie, ale proces stoi.

Dlatego dokumentów nie zbiera się „po drodze”. Każdy etap powinien mieć zamkniętą listę wymaganych pozycji i osobę odpowiedzialną za weryfikację. Jeśli tego nie ustawisz, auto będzie przechodziło przez firmę, ale odpowiedzialność nie przejdzie przez nikogo.

Minimalna checklista zakupowo-logistyczna powinna zawierać:

  • Dowód zakupu w formie faktury lub umowy, bez luk i niejasnych zapisów.
  • Dokumenty własności i rejestracyjne potrzebne do dalszej odprawy i rejestracji.
  • Dokument transportowy potwierdzający sposób i przebieg przewozu.
  • Potwierdzenia rozliczeń celnych i podatkowych, jeśli dotyczą danej ścieżki importu.
  • Przypisane odpowiedzialności kto odbiera, kto sprawdza, kto archiwizuje i kto zamyka etap.

Warto też ujednolicić wzory w całej firmie. Jeśli każdy handlowiec korzysta z innego dokumentu, zaczynasz poprawiać błędy zamiast skalować sprzedaż. Dobrym punktem odniesienia jest poprawnie przygotowana umowa kupna sprzedaży pojazdu, bo wiele kosztownych problemów zaczyna się od źle spisanego zakupu.

Nie kupuj auta, którego drogi od oferty do rejestracji nie da się rozpisać na zadania, terminy, dokumenty i konkretne osoby.

Transport bez procesu generuje straty, których nie widać od razu

Transport trzeba traktować jak etap operacyjny z własnym statusem, terminem i kompletem danych. Inaczej przewoźnik dostaje niepełny adres, handlowiec nie zna terminu odbioru, a właściciel komisu dowiaduje się o problemie dopiero wtedy, gdy klient pyta, gdzie jest samochód.

Dobrze ustawiony proces odpowiada na proste pytania: kto zamawia transport, na podstawie jakich danych, kiedy przewoźnik ma potwierdzić odbiór, gdzie trafiają zdjęcia z załadunku i kto sprawdza zgodność auta po dostawie. Bez tego każda dostawa staje się osobną akcją ratunkową.

Przy jednym aucie da się to jeszcze spiąć telefonami. Przy kilku równoległych zakupach telefon przestaje być narzędziem operacyjnym. Zostaje tylko źródłem rozbieżnych ustaleń.

Etap 3: Koszty, podatki i rejestracja w Polsce

Gdzie komis najczęściej gubi marżę

Na tym etapie wychodzi, czy zakup był decyzją handlową, czy impulsem. Wielu importerów patrzy na cenę zakupu i orientacyjną cenę sprzedaży, ale nie kontroluje po drodze pełnego kosztu przygotowania. Właśnie tutaj marża potrafi zniknąć po kawałku.

Sprzedawca w salonie samochodowym analizuje koszty importu pojazdu przy użyciu laptopa przy biurku.

Najczęstszy schemat wygląda tak: auto wygląda dobrze w ofercie, zakup został zaakceptowany, transport ruszył, a później zaczyna się dokładanie kosztów. Tłumaczenia. Badanie. Opłaty urzędowe. Drobne naprawy. Części. Korekty wyposażenia. Dodatkowa diagnostyka. Każda pozycja osobno wygląda niewinnie. Razem decydują, czy auto z europy jest towarem z marżą, czy projektem ratunkowym.

Szczególnie groźna jest zgodność techniczna. Branżowe źródła podkreślają, że pojazdy spoza UE często wymagają kosztownych modyfikacji homologacyjnych, takich jak wymiana świateł czy zmiana wskazań prędkościomierza, a brak przygotowania na te wydatki często powoduje przestoje i wzrost kosztów całego procesu, co opisano w materiale o wymaganiach technicznych i homologacyjnych przy imporcie.

Excel nie utrzyma pełnego kosztu auta

Excel jest dobry do prostego zestawienia. Nie jest dobry do prowadzenia wieloetapowego procesu, w którym koszt pojawia się w kilku momentach i od kilku osób. Jeśli kupujący wpisuje cenę zakupu, księgowość dopisuje opłaty, warsztat zna koszt naprawy, a handlowiec zna cenę wystawienia, to bez jednego porządkującego systemu każdy widzi tylko fragment.

To właśnie tworzy klasyczny model problem, chaos, rozwiązanie.

Problem: koszt auta jest rozproszony.
Chaos: nikt nie zna pełnej rentowności konkretnego egzemplarza, dopóki auto nie zostanie sprzedane albo dopóki nie zacznie brakować gotówki.
Rozwiązanie: każdy koszt musi być przypięty do jednego pojazdu i do konkretnego etapu procesu, od zakupu po wydanie.

Przed decyzją o zakupie warto mieć prostą listę kontrolną:

  • Koszt zakupu zapisany jako punkt wyjścia, a nie całość kalkulacji.
  • Koszty formalne przewidziane i przypisane do ścieżki konkretnego auta.
  • Koszty techniczne ujęte z rezerwą na elementy, które wychodzą po oględzinach.
  • Koszty czasu rozumiane jako zamrożenie kapitału i miejsca na placu.
  • Scenariusz awaryjny co robisz, jeśli auto wymaga większego zakresu prac niż zakładano.

Pomocne bywa też zrozumienie samych zasad rozliczenia takich opłat jak akcyza przy imporcie samochodu, bo bez tego łatwo podjąć decyzję zakupową na skrócie myślowym.

Poniższy materiał dobrze porządkuje temat od strony praktycznej:

Jeśli nie potrafisz w dwie minuty odpowiedzieć, ile dokładnie kosztuje Cię konkretny samochód na dziś, to znaczy, że proces finansowy jest za słaby na skalowanie.

Rejestracja w Polsce nie jest trudna sama w sobie. Trudne jest utrzymanie ciągłości między zakupem, dokumentacją, przygotowaniem technicznym i rozliczeniem kosztów. Firmy, które pilnują tego w jednym rytmie operacyjnym, nie muszą później „ratować” rentowności ceną końcową.

Etap 4: Od chaosu do systemu czyli jak uporządkować proces w CRM

Właściciel komisu zwykle widzi chaos dopiero wtedy, gdy robi się za późno. Handlowiec mówi, że klient czeka. Osoba od zakupu twierdzi, że dokumenty są „gdzieś na mailu”. Kierowca wysyła zdjęcia na komunikatorze. Księgowość ma własną listę kosztów. Na koniec wszyscy pracują dużo, ale nikt nie ma pełnego obrazu.

To nie jest problem ludzi. To jest problem braku systemu pracy. Manualny model może działać przy kilku autach i właścicielu, który wszystko trzyma w głowie. Przy większej skali zaczyna się rozjazd odpowiedzialności. Leady wpadają z telefonu, formularzy, portali i poleceń. Statusy samochodów żyją w arkuszach. Terminy opłat są w kalendarzu jednej osoby. Dokumenty są w folderach o różnych nazwach.

Porównanie chaosu w zarządzaniu danymi z uporządkowanym systemem CRM na podstawie infografiki w języku polskim.

Jak wygląda proces, który da się skalować

Dobrze ułożony proces dla importera i komisu ma jedną wspólną cechę. Każde auto i każdy lead mają swoje miejsce. Nie „gdzieś były”, tylko są widoczne z historią działań, statusem i kolejnym krokiem.

W praktyce porządek buduje się na czterech warstwach:

  • Jedna karta pojazdu z VIN, źródłem zakupu, kosztami, dokumentami i statusem.
  • Jedna ścieżka procesu od „do analizy” przez „kupione”, „w transporcie”, „do rejestracji”, „gotowe do sprzedaży”, aż po „sprzedane”.
  • Jedna historia kontaktu z klientem bez zgadywania, kto i co obiecał.
  • Jedna lista zadań i terminów zamiast pamięci zespołu i prywatnych notatek.

Gdy taki układ działa, CRM przestaje być „programem dla handlowców”. Staje się centrum operacyjnym firmy. Właśnie dlatego temat CRM dla komisu samochodowego warto traktować szerzej niż jako narzędzie do wpisywania kontaktów. To sposób na spięcie zakupu, stocku, dokumentów i sprzedaży w jeden przepływ.

Praktyczna reguła: jeśli zespół musi pytać siebie nawzajem o status auta, to informacja jest źle przechowywana.

Największa zmiana nie dotyczy wygody. Dotyczy decyzji. Kiedy masz uporządkowane dane, zaczynasz widzieć, które źródła leadów naprawdę dowożą jakość, które typy aut najdłużej stoją, gdzie pojawiają się opóźnienia i które etapy najczęściej zjadają marżę. To pozwala kupować mądrzej, a nie tylko szybciej.

Porównanie Zarządzania Procesem Importu Excel vs CRM carBoost

Zadanie operacyjne Zarządzanie manualne (Excel, WhatsApp, e-mail) Zarządzanie w CRM (np. carBoost)
Przyjęcie leada Dane wpadają do kilku kanałów i łatwo je dublować Lead trafia do jednego miejsca z historią kontaktu
Status pojazdu Trzeba dopytywać zespół lub sprawdzać kilka plików Status auta jest widoczny na karcie pojazdu
Dokumenty Załączniki są rozproszone po mailach i dyskach Dokumentacja jest przypięta do sprawy lub auta
Terminy działań Follow-up zależy od pamięci konkretnej osoby Zadania i przypomnienia pilnują kolejnego kroku
Kontrola stocku Trudno odróżnić auta aktywne, w drodze i zablokowane Magazyn aut pokazuje aktualny stan i etapy
Analiza rentowności Dane trzeba ręcznie sklejać z kilku źródeł Decyzje można opierać na pełnym przebiegu procesu

System daje też jeszcze jedną rzecz, której manualny model nie zapewnia: przewidywalność. Wiesz nie tylko, co już się stało, ale też gdzie zaraz pojawi się zator. A to dla właściciela komisu jest cenniejsze niż kolejny arkusz „na szybko”.

FAQ: Najczęstsze pytania importerów aut z Europy

Czy każde auto z Europy opłaca się sprowadzać do Polski

Nie. Sam fakt, że auto pochodzi z rynku europejskiego, nie czyni go automatycznie dobrym zakupem. Z perspektywy operacyjnej liczą się: historia, dostępność dokumentów, przewidywalny koszt przygotowania, czas wejścia do sprzedaży i realny popyt na konkretną konfigurację.

Najgorsze decyzje biorą się z patrzenia wyłącznie na cenę zakupu. Komis widzi „tańsze auto z zagranicy” i zakłada, że klient też zobaczy tylko to. Tymczasem klient kupuje całość: stan techniczny, czas wydania, pewność dokumentów, koszty eksploatacji i zaufanie do sprzedającego. Jeśli po imporcie wychodzą dodatkowe naprawy albo formalności, przewaga cenowa szybko znika.

Dobra praktyka jest prosta. Przed zakupem ustal własny profil samochodu opłacalnego. Segment, rocznik, rodzaj napędu, typ klienta końcowego, akceptowalny czas przygotowania i maksymalny poziom ryzyka. Bez tego będziesz kupował „okazje”, które nie pasują do Twojego modelu sprzedaży.

Na co najbardziej uważać przy autach uszkodzonych

Na trzy rzeczy. Na zakres uszkodzeń, na dostępność części i na to, czy ktoś w zespole naprawdę umie wycenić przywrócenie auta do stanu sprzedażowego. Wiele komisów radzi sobie z samą naprawą. Problemy zaczynają się przy niedoszacowaniu czasu, dodatkowych prac i jakości końcowej.

Przy aucie uszkodzonym nie wystarczy wiedzieć, że „da się zrobić”. Trzeba wiedzieć, czy po naprawie samochód będzie miał sens handlowy. Czy nie utknie na placu. Czy nie wejdzie w spór z klientem przy oględzinach. Czy dokumentacja szkody i naprawy jest na tyle przejrzysta, żeby spokojnie przejść przez proces sprzedaży.

W praktyce przed zakupem auta uszkodzonego warto wymagać:

  • Wstępnej wyceny naprawy od kogoś, kto później będzie odpowiadał za wykonanie.
  • Listy części krytycznych które mogą opóźnić przygotowanie samochodu.
  • Oceny zgodności technicznej jeśli auto wymaga dostosowania do rejestracji.
  • Scenariusza wyjścia co robisz, jeśli koszt naprawy okaże się wyższy niż zakładany.

Czy import EV i PHEV do Polski ma dziś sens

Ma sens, ale nie w każdym modelu biznesowym i nie dla każdego klienta. Przy EV i PHEV nie wystarczy porównać ceny zakupu i ceny sprzedaży. Trzeba uwzględnić lokalny kontekst użytkowania. Infrastruktura ładowania jest nierówna regionalnie, a to bezpośrednio wpływa na atrakcyjność takiego auta dla klienta końcowego.

Branżowe materiały zwracają uwagę, że import aut elektrycznych i hybryd plug-in z Europy do Polski to rosnący trend, ale wymaga analizy różnic w infrastrukturze ładowania i programach wsparcia. Dealerzy powinni oceniać nie tylko cenę pojazdu, ale też ryzyko technologiczne i operacyjne związane z baterią i zasięgiem, co podkreślono w materiale o imporcie EV i PHEV oraz ryzyku infrastrukturalnym.

Przy takich autach sprawdzaj szczególnie:

  • Stan baterii i dostępność wiarygodnej historii serwisowej.
  • Profil klienta końcowego czy auto trafi do miasta, mniejszej miejscowości czy do floty.
  • Warunki użytkowania zimą bo klient pyta o realność, nie o katalog.
  • Dostępność serwisu i części bo to wpływa na późniejsze zaufanie do zakupu.

EV nie sprzedaje się dziś samym napędem. Sprzedaje się wiarygodnością odpowiedzi na pytanie, jak to auto będzie działało w konkretnym życiu klienta.

Jak poukładać pracę zespołu w małym komisie

Najpierw nie dziel ludzi według stanowisk, tylko według etapów procesu. To ważniejsze. W małej firmie jedna osoba i tak często robi kilka rzeczy. Problem zaczyna się wtedy, gdy nikt nie wie, gdzie kończy się odpowiedzialność jednej osoby, a zaczyna drugiej.

Najprostszy układ operacyjny wygląda tak:

  1. Osoba od zakupu odpowiada za selekcję ofert, weryfikację historii i decyzję wejścia.
  2. Osoba od logistyki i dokumentów pilnuje transportu, kompletności papierów i terminów.
  3. Osoba od przygotowania i publikacji zamyka etap techniczny i uruchamia sprzedaż.
  4. Osoba od leadów i klienta prowadzi kontakt, follow-up i wydanie.

W małym komisie te role mogą się mieszać, ale etapy nie mogą. Każde auto musi przejść tę samą drogę. Jeśli raz pomijasz checklistę, raz zapisujesz koszt na kartce, a raz „wszyscy wiedzą, o co chodzi”, to nie budujesz firmy. Budujesz zależność od pamięci kilku osób.

Najlepiej działa prosty rytm tygodniowy. Przegląd aut w zakupie. Przegląd aut w drodze. Przegląd aut zablokowanych. Przegląd leadów bez odpowiedzi. Bez tego nawet dobry handlowiec i dobry buyer będą pracowali w przeciwnych kierunkach.


Jeśli chcesz zobaczyć, jak uporządkować leady, stock samochodów, dokumenty i zadania w jednym miejscu, sprawdź carBoost. To rozwiązanie dla komisów, dealerów i importerów, którzy chcą przejść z modelu Excel + WhatsApp do przewidywalnego procesu operacyjnego. Możesz zacząć od własnych danych i zobaczyć, jak wygląda pipeline, gdy każde auto i każdy kontakt mają jasny status.

Więcej artykułów